Zważywszy na tak długi okres ciszy wypadałoby napisać kilka ciekawych słów o kulturze tego pięknego kraju... kulturze słowa.
Egipcjanie chętnie poznają nowe słówka, czy to podczas pracy w hotelowej restauracji, czy w sklepie z pamiątkami, można to uznać za kolejny chwyt marketingowy... kogóż bowiem nie wzrusza, kiedy idąc ulicą usłyszy "dzieni dobryje" chociaż
po dwóch tygodniach... uszy bolą. Podczas spacerów czy zakupów uliczni handlarze, aby nawiązać kontakt z potencjalnym klientem najpierw pytają o narodowość... wielu zgaduje
jak? dotąd nie wiadomo... Kiedy już pochodzenie znają zaczyna się "rozmowa", jeżeli w ogóle nie kończy się na kilku słowach bądź powiedzeniach...
Generalnie... Egipcjanie, przynajmniej większość, znają dość powszechnie polskie wulgaryzmy... nie mając zielonego pojęcia co znaczą, rzucają je równie chętnie jak swoje "dobryje dzieni"... także polscy turyści potrafią... oj potrafią 
Ponadto tubylcy chętnie uczą się naszych rodzimych rymowanek, i tu analogicznie zupełnie nie kumają o co chodzi... my chyba też nie, kiedy podczas powitania w sklepie z pamiątkami, po odgadnięciu pochodzenia zwykliśmy słyszeć "Dobra, dobra zupa z bobra" czy inne: "Mucha rucha karalucha"...
Ale ale, proszę Państwa, nie wszyscy mogą pochwalić się skąpą znajomością polskiego: Bardzo miło wspominamy (także ze względu na przydział pięknego pokoju, oczywiście za drobną opłatą) pewnego recepcjonistę w Pyramisie, który dość poważnie traktował naukę naszego języka... Naprawdę robi wrażenie, ponadto z chęcią dyskutował z nami łamanym bo łamanym językiem, ale w NASZYM
....
Kolejnym ciekawym Egipcjaninem okazał się sparzedawca złota w sklepiku w Hurgadzie... sentyment do Polski został mu po kilku wizytach w naszym kraju, jeżeli dobrze pamiętam, to mieszkał w Poznaniu przez około 3 m-ce... generalnie jego polszczyzna była nieskazitelna... jak na Egipcjanina, jak na krótki czas nauki, jak na ........... polszczyznę z jej zmiękczeniami, zdrobnieniami, przypadkami, które stanowią często nam samym wyzwanie 
do miłego.... 
<M&C>
Może trochę mijaja się z prawda mówiąc, że uczyli się miesiąc - trzy miesiące.
Ostatnio (koniec wrzesnia) spotkaliśmy na plaży prywatnej Pyramisa Egipcjanina, swobodnie rozmawiającego z koleżanka germanistka po niemiecku, po - jak oświadczył - zaledwie 1 miesiącu nauki.Chyba że, ech, oceniłam go wg naszych standardów (korepetycje, lektoraty, itp.)Pozdrawiam, miło sie czyta o miejscach i hotelu, w którym było się zaledwie przed miesiącem ...
Egipt jest tylko wbrew pozorom krajem, do zwiedzenia na jeden raz. A im człowiek bardziej się nim interesuje tym bardziej staje się intrygujący.

Mam pytanie. Zastanawiam się czy last minute wycieczki to dobre rozwiązanie. Bo słyszałem wiele dobrych ale tez i złych opinii.
Pozdrawiam Ala
Tak... uczą się szybko. Juz nie pamiętam w którym to egipskim mieście, ale rozłożyło mnie na łopatki hasło "Taniej niż w Biedronce" ;-)